Bieszczady na weekend – co robić, co jeść i gdzie spacerować z czworonogiem

Bieszczady są dobre o każdej porze roku. Latem Solina tętni życiem i można zrelaksować się pływając po Zalewie – są tacy, którzy płyną o własnych siłach, ale ja z moim panicznym strachem przed „dzikimi” zbiornikami wodnymi, mogę się skusić jedynie na łódkę. A dzikie jest da mnie wszystko, w czym nie widzę dna lub nazywa się inaczej niż basen 😉

Wiosną Bieszczady budzą się do życia, a tamtejsza roślinność zachwyca nawet najbardziej wybredne dusze. Jesienią zaobserwujecie tam takie szaleństwo barw, że czapki spadną Wam z głów i nie będzie sensu zakładać ich ponownie, bo kilka sekund później spadną jeszcze raz. I tak co kilka kroków.

A zima? Co w Bieszczadach można robić zimą? To samo, co przez resztę dni w roku, ale spotkacie tam mniej ludzi i unikniecie turystycznego zgiełku. Bo choć Bieszczady w wielu miejscach nadal pozostają dzikie, to co roku przybywa turystów, którzy uwierzyli, że rzucenie wszystkiego i wyjazd w Bieszczady, to nadrzędny obowiązek każdego Polaka.

Ja lubię Bieszczady za ich duszę i przeszłość. Są mistyczne, tajemnicze i choć czasami chciałabym rzucać kamieniami w drących jadaczki turystów, to zawsze wracam tam z ogromną przyjemnością. Drażni mnie jedynie ten typ podróżujących w tamtym kierunku, który nigdy nie zadał sobie trudu żeby pochylić się nad historią tej części Polski i wynajmując jeden z domków letniskowych (przybywa ich tam jak grzybów po deszczu), czuję się jak król. Z pomocą swojego boom boxa lub radia w samochodzie, natychmiast przejmuje władanie nad okolicą i z butelką wódki zamiast berła, ustanawia nowe prawo. Prawo do zakłócania spokoju tym, którzy Bieszczady rozumieją lepiej i szukają tam chwili wytchnienia.

DSC_9286

No dobra. To, co tam robić w zimie, przez weekend i do tego z dwójką psów na karku? Zaczęłabym od znalezienia noclegu w miejscu, w którym akceptuje się czworonogi. My zatrzymaliśmy się w miejscowości Huzele (rzut kamieniem od Leska, tyle że po drugiej stronie Sanu i bardzo blisko Sanoka, co dawało nam komfort, kiedy czegoś zabrakło – a niespodziewanie zabrakło psich szelek, które jeden z naszych czworonogów radośnie zjadł w czasie podróży). Wiosną i latem, musi tam być obłędnie, bo Dolina Sanu rozkwita i można sobie z powodzeniem zorganizować śniadanie na trawie z szumem wody w tle – to wersja dla romantycznych 😉 Ci mniej romantyczni mogą sobie dla porannego orzeźwienia zamoczyć w Sanie stopy i też będą zadowoleni 😉

Co dalej? Bierze się w łapki mapę i wybiera kilka miejsc na spacer. Pamiętajcie, że w Bieszczadach nie wszędzie pójdziecie ze swoimi pupilami – omijajcie wszystkie miejsca i połoniny, które znajdują się w obrębie Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Obowiązuje tam zakaz wprowadzania psów, nawet na smyczy. Wiem, to spore rozczarowanie, ale nie poddawajcie się bez walki 😊 Nie samym Parkiem Narodowym żyją Bieszczady, a gdyby chcieć się w tym dopatrywać plusów, to jest co najmniej jeden. Park, to ulubione miejsce turystów. Wszystko, co mieści się poza jego obrębem, to zatem łakomy kąsek dla szukających ciszy i spokoju.

Mając do dyspozycji niewiele czasu (weekendy są stanowczo za krótkie), plan trzeba mieć spójny i dobrze przemyślany. Nasze psy pierwszy raz były z nami w takim miejscu. Oznaczało to dla nas, że musimy zweryfikować jak zachowują się na szlakach, jak reagują na zapachy dzikich zwierząt i jakie tereny są na tyle łagodne, że pies nie będzie musiał udawać kozicy. Gdyby chciał ją udawać, to szybko mógłby zrobić sobie krzywdę i zamienić przyjemny spacer w bardzo nieprzyjemne doświadczenie.

DSC_9279

Ze względu na naszą lokalizację, postanowiliśmy wybrać się na Gruszkę – łatwy, przyjemny szlak, idealny na rozruch i przetestowanie zachowania pupila, który debiutuje w takich okolicznościach przyrody. Szeroki, z ładnym widokiem na okolicę, częściowo odkryty (co stwarza świetne warunki do wybiegania psów), a częściowo zalesiony – i tam sugeruję mieć psy pod pełną kontrolą. Nawet zimą możemy się tam natknąć na sympatyczne niedźwiadki – tak, tak. Nam się to przytrafiło. I właśnie z tego powodu nie dotarliśmy na szczyt. Wprawne oko jednego z naszych kompanów, wypatrzyło na szczycie co najmniej dwie sztuki. Styczeń, a po Bieszczadach pałętają się niedźwiedzie. Zdezorientowane, głodne i złe – bo temperatura dodatnia, nie sprzyja zasypianiu, a roślinki nie kwitną więc błąkają się biedaczyska tu i ówdzie, szukając czegoś, czym wypełnią swoje wielkie brzuchy.

Wiecie co robić w takiej sytuacji? Spokojnie się oddalić. Bez pośpiechu (mądry Polak po szkodzie -ja oddalałam się sprintem na drżących nogach), po cichu i nie oglądając się za siebie 😉 Niedźwiedzie nie chcą nam wchodzić w drogę, ale nie lubią psów, bo są bardzo ruchliwe i potrafią narobić dużo hałasu. Zaprawdę powiadam Wam – nie chcielibyście swoich pupili rzucać niedźwiedziom na pożarcie w obronie własnych czterech liter, więc nie wpadajcie w panikę, tylko zachowujcie czujność i jeśli cokolwiek wzbudzi Wasze wątpliwości, po prostu włączcie bieg wsteczny, wróćcie do Waszego domu tymczasowego, rozpalcie w kominku i napijcie się lampki wina.

DSC_9150 DSC_9130

Ciekawą propozycją dla podróżujących z psami jest również Bystre obok Michniowca. Po pierwsze będziecie mogli nacieszyć się tam widokiem pięknej Cerkwi św. Michała Archanioła, która przywołuje wspomnienia zamieszkującej niegdyś Bieszczady ludności bojkowskiej – tuż obok świątyni, znajduje się również cmentarz bojkowski z XIX wieku, któremu na pewno warto poświęcić kilka minut. Po drugie, wyznaczoną nieopodal ścieżką dostaniecie się do Czarnej i zaliczycie bardzo przyzwoity spacer.

A skoro o cerkwiach mowa – jest ich w Bieszczadach znacznie więcej i to kolejna propozycja na eksplorowanie okolicy  z psem pod pachą. Pobawcie się w detektywów, poszukajcie śladów ludności, która przymusowo opuściła te ziemie podczas niechlubnej „akcji Wisła” i pozwólcie Bieszczadom otulić się tym, co w nich najpiękniejsze.

DSC_9282

Swoją drogą – wiedzieliście o tym, że Bieszczady to jedno z niewielu miejsc na ziemi, które nie są skażone światłem? Proponuję zgłębić temat. Docenicie je dzięki temu jeszcze bardziej.

No dobra. Ale co w tych Bieszczadach jeść? Zimą sporo miejsc się zamyka, ale to nie znaczy, że umrzecie z głodu. My lubimy gotować na wyjazdach sami, placki ziemniaczane w górach to obowiązkowy punkt programu, ale w Bieszczadach skupcie się na lokalnych przysmakach.

Po pierwsze sery. Wytwarza je wielu gospodarzy – miejcie więc oczy dookoła głowy, bo przy lokalnych drogach sporo jest tabliczek, informujących nas o tym, że w tym gospodarstwie kupicie je od ręki. Nie bójcie się pukać do drzwi – otworzy Wam uśmiechnięty tubylec z sercem na dłoni i odpowie na wszystkie Wasze pytania.

Po drugie rydze – to prawdziwy, bieszczadzki przysmak i dla mnie samej, ogromny rarytas. Najbardziej lubię marynowane. Czasami znajdziecie je w tych samych gospodarstwach, które oferują wspomniane wyżej, serowe przysmaki.

Po trzecie miód – ten w ogóle polecam kupować wyłącznie z przydomowych pasiek, ponieważ to, co kupujecie w marketach w istocie wcale miodem nie jest. Wiecie, że na rynku jest więcej miodu, niż pszczoły z całego świata są w stanie wyprodukować? A Polacy niestety stali się bohaterami jednego z najbardziej obrzydliwych przekrętów w tym przemyśle. Do miodu dodaje się różnych substancji, żeby zwiększyć jego objętość, a te mogą nam poważnie zaszkodzić. Lepiej więc kupić słoik miodu za 40 zł, niż za 15 zł i mieć pewność, że miód, to miód, a nie produkt miodopodobny.

Po czwarte – czosnek niedźwiedzi. Zdrowy, pyszny i sprzedawany w różnej postaci. Moja ulubiona wersja tego cudu natury to pesto. W Bieszczadach sporo się tego produkuje. O tym, gdzie kupicie jedno z najlepszych, podpowiem w osobnym artykule.

Po piąte – pstrągi. Niestety poza sezonem nigdzie ich nie znajdziecie – wiem, bo zjeździliśmy całą okolicę i zonk. Nie upolowaliśmy żadnego, ale w sezonie ich zapach unosi się w bieszczadzkim powietrzu. Jest jedno takie miejsce, w którym smakują wybornie, ale o tym również napiszę Wam w osobnym artykule.

To co? Rzucacie wszystko i obieracie azymut na Bieszczady? 😉

DSC_9205 DSC_9221 DSC_9232 DSC_9245 DSC_9259 DSC_9265 DSC_9279 DSC_9286 DSC_9303 DSC_9306 DSC_9322 DSC_9323

Ściskam,

Ania

Leave A Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Your email address will not be published. Required fields are marked *

More infoto instagram